Ekspedycja składała się z 5 osób, 52 psów i 4 par sań. Jej uczestnicy musieli odbyć wyczerpujący dwumiesięczny marsz w bardzo wymagających warunkach... Po piętach deptała im wyprawa brytyjska, która ostatecznie dotarła na biegun o ponad miesiąc później.

Marzenia o biegunach

Już samo dążenie do wielkiego celu jest przejawem wielkiego męstwa.

(Aleksander Wielki)

Norweska ekspedycja na południe, choć zaplanowana z drobiazgowością, została podjęta w wyniku zbiegu okoliczności. Jej dowódca planował wyprawę na biegun północny, jednak gdy dowiedział się, że dotarł tam przed nim Amerykanin Robert Peary, postanowił zdobyć drugi koniec globu.

Celem wyprawy Norwegów miał być biegun północny, jednak niespodziewanie marzenie o zdobyciu najdalej na północ wysuniętego punktu Ziemi legło w gruzach – uprzedził ich Amerykanin Robert Peary. Ta wiadomość sprawiła, że dowódca ekspedycji po cichu zmienił plany. Bez wahania podjął decyzję o podróży na południowy kraniec świata – na zagadkowy i wciąż niezbadany „szósty kontynent”. Był przekonany, że zdobycie bieguna przyniesie mu sławę oraz fundusze niezbędne na finansowanie kolejnych wypraw.

Przywódca Norwegów przygotowując oficjalnie podróż na północ, w sekrecie planował ekspedycję w przeciwnym kierunku. We wrześniu 1910 roku Norwedzy wyruszyli w stronę Bieguna Południowego – tak rozpoczął się największy wyścig w historii świata.

Sekretny plan

Plany są niczym;
planowanie jest wszystkim.

(Dwight D. Eisenhower)

Ekipa norweska do ostatniej chwili trzymała w sekrecie plan ekspedycji na Biegun Południowy. O rzeczywistych zamiarach wiedziały jedynie 3 osoby: przywódca ekspedycji, jego brat oraz kapitan statku. Nawet główny fundator, ówczesny król Norwegii nie znał prawdziwego celu wyprawy.

Sam wielki dowódca Norwegów przyznał później, iż chcąc uniknąć publicznych dyskusji i obawiając się stłumienia planów już w zarodku, szczegóły przedsięwzięcia musiał utrzymać w największej tajemnicy. Jego rzeczywiste zamiary znał jedynie brat Adam, a później także dowódca statku, porucznik Thorvald Nilsen. Norwegowie obawiali się też, że Brytyjczycy na wieść o konkurencyjnej ekspedycji przyspieszą przygotowania.

O norweskiej ekspedycji świat dowiedział się dopiero 9 września 1910 roku – ponad rok po tym jak Brytyjczycy ogłosili swoją wyprawę na Biegun Południowy. Przebywający wówczas na Maderze przywódca Norwegów napisał listy do swojego króla oraz gazet w Oslo, informując o rzeczywistym celu podróży.

Scott dowiedział się o wyprawie przeciwnika wpływając w październiku 1910 r. na „Terra Nova” do Melbourne. Tam otrzymał telegram od Norwega, a jego działanie uznał za niegodne i podstępne

Sekret sukcesu

Bardziej niż cokolwiek innego – przygotowywanie się jest sekretem do sukcesu.

(Henry Ford)

Powodzenie ekspedycji, a przede wszystkim ich życie, zależało od precyzyjnego zaplanowania ekwipunku. Norwegowie korzystali z psów, Anglicy używali kuców i sań motorowych. Pierwsi doskonale posługiwali się nartami; drudzy nigdy nie nauczyli się dobrze jeździć. Do tego ekipa z Norwegii miała trzykrotnie więcej zapasów, podczas gdy Brytyjczycy głodowali i chorowali na szkorbut.

Zafascynowany innuickim ludem Netsilik i ich przystosowaniem do arktycznych warunków przywódca Norwegów postawił na psy pociągowe i skórzane kombinezony. Mając pełną świadomość tego, z jakimi warunkami przyjdzie im się zmierzyć przyglądał się każdemu detalowi z ogromną dokładnością i uwagą, a na wyprawę zabrał ze sobą:

Scott natomiast był technokratą, jego ekipa zaufała nowoczesnym saniom z silnikiem oraz islandzkim kucom, które używane były do pracy w kopalniach węgla w dalekiej Syberii i na Islandii. Na wyprawę zabrał:

Scott dowiedział się o wyprawie przeciwnika wpływając w październiku 1910 r. na „Terra Nova” do Melbourne. Tam otrzymał telegram od Norwega, a jego działanie uznał za niegodne i podstępne.

Przywódca i jego drużyna

Twój zespół jest silny na tyle, na ile mocne jest jego najsłabsze ogniwo.

Obaj przywódcy ekspedycji wiedzieli, że mocny zespół jest filarem wymarzonego zwycięstwa, ale ekipy, które zabrali różniły się diametralnie. Zahartowani w trudnych warunkach atmosferycznych, wytrzymali Norwegowie stanęli naprzeciw skłonnym do poświęceń, a jednak niewystarczająco przygotowanym Brytyjczykom. Kto towarzyszył dwóm bohaterom w tej najwspanialszej wyprawie wszech czasów?

Przywódca Norwegów, pragnąc za wszelką cenę sławy i chwały, wybrał do swej ekspedycji ludzi silnych fizycznie, mistrzów w powożeniu psimi zaprzęgami i doskonałych narciarzy. W jego ekipie nie było naukowców – wiedział, że czeka ich wyścig, a nie ekspedycja naukowa.

Jako oficer marynarki, polarnik i nawigator, objął kluczowe funkcje w wyprawie, a poza nim niezwykle ważne role pełnili:

Ekspedycji brytyjskiej przewodził Robert Falcon Scott, nadzieja Anglii na zdobycie Bieguna Południowego, który przed wyprawą robił karierę w marynarce, modernizował ją i wierzył w nowe technologie.

Liczna, ponad trzydziestoosobowa ekipa brytyjska składała się z doświadczonych podróżników - oficerów marynarki i siedmiu naukowców. Za cel postawili sobie nie tylko osiągnięcie Bieguna Południowego, ale także zbadanie nieodkrytych dotąd terenów Antarktydy.

Zimę przed atakiem na biegun ekipa brytyjska spędziła słuchając wykładów, dyskutując, realizując program naukowy. W tym samym czasie ekipa norweska uzupełniała ekwipunek, udoskonalała go i ćwiczyła umiejętności – skupiając się jedynie na przyszłej wyprawie.

Jeden cel, dwie drogi

Kto zwycięża nie ryzykując, triumfuje bez chwały.

(Pierre Corneille)

Dwa narody, dwie ekspedycje, a przed nimi do pokonania niemal 3000 kilometrów, kiedy przeciętna temperatura wynosi -30°C. W tym heroicznym wyścigu po chwałę i honor jednym z warunków zwycięstwa była wyznaczona trasa. Norweg zdecydował się na drogę krótszą, ale nieznaną, prowadzącą przez niezbadane pola śniegu i lodu.

Po dotarciu do Zatoki Wielorybów dowódca ekspedycji norweskiej zdecydował, by wybudować bazę na lodowcu szelfowym zamiast na stałym lądzie. Ryzykował odpłynięcie na pełne morze, ale dzięki tej odważnej decyzji byli prawie 100 kilometrów bliżej bieguna niż Anglicy.

Scott miał jednak inną przewagę - mógł wykorzystać znaną trasę, opracowaną wraz z Shackletonem, którą przebyli 9 lat wcześniej. W 1902 roku Scott już raz wyruszył na południe i dotarł do miejsca oddalonego od bieguna o 800 kilometrów, najdalej w historii. Nową wyprawę traktował jako dokończenie tamtego zadania.

Dla przywódcy Norwegów, któremu sen z powiek spędzały mechaniczne sanie Scotta, jedyną metodą na zdobycie bieguna wydało się więc podjęcie ogromnego ryzyka i wyruszenie nieznanym szlakiem.

Istota strategii

Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć.

(Napoleon Hill)

Przed ostatecznym atakiem na Biegun Południowy obie ekspedycje odbyły wiele krótszych wypraw, by rozlokować bazy z żywnością wzdłuż początkowych etapów wyprawy. Ta taktyka, bezbłędna organizacja i plan przemyślany w każdym szczególe miały niebagatelne znacznie w sukcesie Norwegów.

Strategia obu zespołów zakładała podzielenie trasy na odcinki i rozlokowanie baz z żywnością wzdłuż początkowych etapów wyprawy. Dodatkowo Norwegowie oznaczali je flagami, a na całej trasie pozostawiali znaki, które ułatwiały im orientację na lodowym pustkowiu. Po pechowym falstarcie dowódca Norwegów zdecydował się powtórnie wyruszyć w drogę 20 października 1911 roku, w towarzystwie czterech mężczyzn oraz czterech zaprzęgów. Każde z sań ciągnięte było przez 13 psów i wiozło po 400 kg zapasów.

1 listopada 1911 roku 12 dni po ekipie norweskiej i szesnaście miesięcy po opuszczeniu Wielkiej Brytanii, ekspedycja brytyjska ruszyła ku Biegunowi. Scott zastosował metodę Shackletona kuce mandżurskie, które miały dowieźć ładunek jak najdalej, potem mężczyźni mieli sami ciągnąć sanie. W ten sposób chciał zabrać więcej zapasów i lepiej zaopatrzyć ekipę, która początkowo miała wyruszyć dużym konwojem i sukcesywnie odsyłać część ludzi. Finalnie do bieguna dotarły 4 osoby.

Ostatecznie dzięki strategii piramidy skorzystała tylko norweska ekspedycja, która na finalnym odcinku założyła aż trzy bazy z żywnością w równomiernych odległościach. Brytyjczykom udało się założyć tylko jeden magazyn na Lodowcu Rossa. Dodatkowo załoga Scotta niewystarczająco oznaczyła swoje bazy, co miało stać się jedną z przyczyn ich późniejszej tragedii.

Decydujący etap

Poddający się – nigdy nie wygrywa, a wygrywający – nigdy się nie poddaje.

(Napoleon Hill)

W ostatnim etapie marszu obie ekspedycje czekała mozolna wędrówka przez lodowe pustkowia oraz nieprzewidywalne warunki pogodowe. Pomimo przeszkód 14 grudnia 1911 roku Norwegowie dotarli na miejsce bez wielkich strat i według planu. Czy byli tam pierwsi?

Mimo, że Norwegowie zmierzali na biegun najkrótszą trasą, pogoda im sprzyjała, a zapasy żywności wystarczyłyby na dużo dłuższą podróż, ostatni etap był szczególnie trudny – wycieńczenie dawało o sobie znać. Do przodu wciąż pchała ich świadomość, że w tym samym kierunku zmierza ekipa brytyjska.

Przywódca i czwórka jego towarzyszy dotarła w okolice Bieguna Południowego 14 grudnia 1911 roku, gdzie pozostawiono triumfalny list dla Roberta Scotta, którego ekspedycja dotarła do celu dopiero 17 stycznia – o ponad miesiąc za późno. Na miejscu dumnie powiewała już norweska flaga, a pozostawiony list miały być testamentem i prośbą, by w razie śmierci Norwegów w drodze powrotnej, Anglicy poinformowali świat, kto dotarł na biegun jako pierwszy.

Po wyczerpującym marszu przyszedł czas, by ruszyć w drogę powrotną, teraz liczyło się tylko przetrwanie. Kto powrócił, a kogo pochłonęła lodowa kraina?

Pechowy falstart

Najpewniejszą drogą do sukcesu jest wciąż próbować, jeszcze ten jeden raz.

(Thomas Edison)

Jeśli mamy wygrać, musimy być ostrożni, jeden fałszywy ruch i wszystko będzie stracone - zanotował w swoim dzienniku przywódca norweskiej ekspedycji, który szybko uczył się na błędach. Czy tym razem jego perfekcjonizm zawiódł? Gdzie popełnił błąd?

W kwietniu 1911 roku, jedenaście dni po załodze Scotta, Norwegowie dotarli do Zatoki Wielorybiej. Obie wyprawy zdecydowały się poczekać na decydujące polarne lato na nieprzyjaznym lodowcu Rossa. Wyścig na biegun właśnie rozpoczął się na dobre, jednak obie ekspedycje od samego początku prześladował pech.

Mimo nieludzkich warunków żadna z ekspedycji nie dała za wygraną. Wyścig trwał.

Sztuka zwycięstwa

Szczęście sprzyja tylko ludziom zdecydowanym na wszystko.

(Sławomir Rawicz)

Jeszcze w 1912 roku na poszukiwanie ekspedycji brytyjskiej ruszyła wyprawa ratunkowa, ciała trzech podróżników znaleziono w listopadzie. W marcu 1913 roku cały świat dowiedział się o fatalnym losie wyprawy Anglików, a przyczyny dramatycznej historii Scotta do dziś budzą zainteresowanie wśród podróżników i odkrywców. Co zadecydowało o finale przedsięwzięcia?

Jednak to ekipa norweska, po wodzą swojego metodycznego, ambitnego i ostrożnego dowódcy zdobyła najważniejsze trofeum świata odkrywców, ostatni niezbadany kawałek lądu – Biegun Południowy.

Zwycięzca z krainy lodu

Samo zwycięstwo nic nie znaczy, trzeba umieć je wykorzystać.

(Napoleon)

Zdobycie ostatniego nieodkrytego miejsca na ziemi należało do Norwegów. Pomimo niezliczonych przeciwności losu osiągnęli coś, co do tej pory wydawało się nieosiągalne, a dowódcy ekspedycji przyniosło dożywotnią renomę.

Do końca swoich dni przywódca Norwegów cieszył się sławą i uznaniem. W lipcu 1918 r. powrócił na Arktykę, by podjąć obiecane Nansenowi badania nad lodowym dryfem. Żądny nowych sukcesów w latach 20. zainteresował się lotnictwem, by w 1926 r. jako dowódca sterowca „Norge” pilotowanego przez włoskiego lotnika Umberto Nobile, zostać pierwszym człowiekiem, któremu udało się przelecieć nad Arktyką.

Kiedy w 1928 r. Nobile zaginął, Norweg natychmiast dołączył do międzynarodowej wyprawy ratunkowej, namawiając przyjaciół do jej sfinansowania. Ostatecznie wybitny podróżnik, nieustraszony odkrywca i ambitny przywódca podzielił tragiczny los Roberta Scotta.

17 lat po zdobyciu bieguna południowego, 18 czerwca 1928, idąc na ratunek Umberto Nobilemu, zaginął bez wieści. Ciała nigdy nie odnaleziono, ale jego nazwisko wciąż przywoływane jest jako autorytet w świecie badaczy i odkrywców.

Ekspedycja składała się z 5 osób, 52 psów i 4 par sań. Jej uczestnicy musieli odbyć wyczerpujący dwumiesięczny marsz w bardzo wymagających warunkach... Po piętach deptała im wyprawa brytyjska, która ostatecznie dotarła na biegun o ponad miesiąc później.

PL | EN
Polub nas!

Przełam pierwsze lody
i powiedz nam na dzień dobry:

czy masz ukończone 18 lat?

Zapamiętaj mnie
www.pijodpowiedzialnie.pl